-A taki da się zwalić - rzekł stary - moja w tym głowa! Chociaż procesu się nie uniknie.
-Czemu zaś? Ja słucham, co ojciec mówi, ale myślę, że się uniknie.
-Kiedy, bo to, mówiąc miedzy nami, nieboszczka Pągowska (głupia była... Panie, świeć nad jej duszą!) zapisała wszystko mężowi, więc i on miał prawo zapisać, komu chciał.
Ostatnie słowa wypowiedział starszy pan Krzepecki rozglądając się na wszystkie strony i prawie szepcąc, chociaż wiedział, że w izbie prócz nich nie ma nikogo więcej.
Lecz syn zapytał:
-Jak ona mogła mu zapisać, skoro zginęła nagłą śmiercią?
-Data jest w rok po ślubie: widać Pągowski to z niej wydurzył dlatego, że tam, gdzie mieszkali, niebezpieczne strony i nikt nie wie, kiedy mu Tatary requiem zawyją. Wzajem sobie zapis uczynili i testamenta były złożone w grodzie w Pomorzanach, skąd je Pągowski tu przywiózł. Chciałem się wtedy z nim prawować, alem widział, że nie wskóram. Teraz co innego...
-Teraz tak myślę, że obejdzie się całkiem bez procesu.
-Jeśli się obejdzie, to tym lepiej, ale trzeba być gotowym...
-Ej! nie trzeba.
-Jakoż ma być?
-Już ja bez ojca poradzę.
Usłyszawszy to, stary pan Krzepecki rozgniewał się.
-Ty poradzisz? co? jak? Jeno mi ty roboty nie psuj. On poradzi!... Alboś to nie radził, żebym z Silnickimi o Drążków dał spokój, bo niesposób! Niesposób?... Dlaczego?... Zaprzysięgano świadków na gruncie - wielka rzecz! Kazałem ludziom nabrać w buty ziemi z mego podwórza, no i co? I poszli na grunt Silnickich i żaden fałszywie nie przysięgał, gdy mówił: "Przysięgam, że ta ziemia, na której stoję, jest pana Krzepeckiego!". A ty byś rok myślał i nic takiego byś nie wymyślił. Ty poradzisz? Patrzcie go!...