ROZDZIAŁ III


Upłynął miesiąc. Wieczór był jesienny, pogodny; słońce z wolna gasło na wieżach kijowskich i na dalekich mogiłach stepowych. Na strychu w mieszkaniu Szwarca i Gustawa widno było jeszcze. Obaj, schyleni nad pracą, siedzieli w milczeniu, chwytając skwapliwie ostatnie blaski wieczoru. Gustaw niedawno powrócił z miasta; był blady i zmęczony, sapał więcej niż zwykle, na twarzy znać było jakąś niespokojność, gorycz, a nawet ból niby tajony, a jednak widoczny w gorączce oczu. Milczeli obaj, widać jednak było, iż Gustaw chciał przerwać to milczenie, bo nieraz zwracał się do Szwarca, ale jakby z trudnością przychodziło mu wymówić pierwsze słowo, znów zatapiał się w książce. Wreszcie widoczna niecierpliwość wybiła mu na twarz, porwał czapkę ze stołu, wstał i spytał:
-Która godzina?
-Szósta.
-Dlaczego nie wybierasz się do Potkańskiej? Przecież tam co dzień do niej chodzisz.
Szwarc wstał i zwrócił się ku Gustawowi.
-Gustawie, sam i na własne jej żądanie zaprowadziłeś mnie do niej. Mniejsza o to, nie chcę mówić o tym, co dla nas obu byłoby przykre; zresztą, rozumiemy się doskonale. Otóż nie pójdę do Potkańskiej ani dziś, ani jutro, ani nigdy. Masz na to moje słowo i moją rękę.
Stali więc w milczeniu, Szwarc z wyciągniętą naprzód ręką, Gustaw wahający się i zmieszany drażliwym położeniem, wreszcie ścisnął za rękę Szwarca.

WQZYXGM WQYQGKM WQVZKBM WJKYPZM WJKQXZM   Wesela | Hosting | Stag Party Wroclaw | Rentgen rdoperacyjny | Skanowanie 3d