-Dlaczego pan Józef z panem nie przyszedł?
-Toż samo pytanie spotka mnie od hrabianki Luli... myślę, że jeszcze spotka; w każdym razie pozwól pani odłożyć odpowiedź aż do jej zapytania.
Hrabianka nie dała długo na siebie czekać. Weszła ubrana czarno, miała tylko kilka pereł we włosach.
-A pan Józef? - spytała od razu.
-Nie przyjdzie.
-I dlaczego?
-Zajęty. Buduje własną przyszłość.
Hrabiance przykro się zrobiło na myśl, że Józef nie przyjdzie.
-A pan nie pomagasz mu w tej pracy? - spytała.
-Niech mnie patron mój strzeże od takiej pracy.
-Musi być bardzo trudna.
-Jak każda nowa budowa.
-Ciekawam!
-Obowiązek.
-Myślę, że pan Szwarc wszystko na tym gruncie buduje.
-Tym razem trudniej mu przyjdzie niż kiedy indziej... Ale otóż i ktoś nadchodzi, to kuzynek pani. Jakiż to rozkoszny chłopiec.
Pan Pełski wszedł do salonu, wkrótce za nim nadeszła i pani Wizbergowa.
Po zwykłych powitaniach rozmowa zaczęła krążyć w oceanie ogólników.
Augustynowicz mało mieszał się do niej. Siadł na fotelu i przymknął oczy z wyrazem obojętnym na wszystko. Miewał zwyczaj przymykać oczy, robiąc postrzeżenia, wtedy nic nie uszło jego uwagi.
Hrabia Pełski - zapomnieliśmy powiedzieć, iż miał ten tytuł - siedział przy Luli, kręcąc w palcach sznurek od okularów i rozmawiając z nią żywo.