PROFESOR SPANNER 1

Tego rana byliśmy tam po raz drugi. Dzień był pogodny, majowy, chłodnawy.

Wiatr od morza szedł rześki, coś sprzed lat przypominał. Za drzewami szerokiej,

wyasfaltowanej alei stał mur ogrodzenia, za nim ciągnął się rozległy dziedziniec.

Wiedzieliśmy już, co przyjdzie nam zobaczyć.

Tym razem towarzyszyło nam dwóch starszych panów. Ci przyszli w charak-

terze "kolegów" Spannera - obaj profesorowie, obaj lekarze i uczeni. Jeden

wysoki, siwy, o twarzy szczupłej i szlachetnej, drugi równie duży, ale przy tym

tęgi i ciężki. Jego pełna twarz wyrażała dobroduszność i jakby zatroskanie.

Ubrani byli dość podobnie i nie po naszemu, raczej prowincjonalnie

- w czarne, długie wiosenne palta z dobrej wełny. Na głowach mieli miękkie,

również czarne kapelusze.

Skromny, nie tynkowany domek z cegły stał w rogu podwórza, na uboczu,

jako nieważny pawilon dużego gmachu, w którym mieścił się Instytut Anatomi-

czny.

Naprzód zeszliśmy do rozległej, ciemnej piwnicy. W pochyłym świetle, idącym

od dalekich, wysoko umieszczonych okien, umarli leżeli jak wczoraj. Ich ciała,

nagie, białokremowe, młode, podobne do twardych rzeźb, były w doskonałym

stanie, mimo że czekaly tu już od szeregu miesięcy na chwilę, w której wreszcie

przestaną być potrzebne.

WQBKVJM WQZJJXM WQKZZKM WJJZBPM WJXVZBM   £ó¿ka Sosnowe | Wapnet.pl | Spinning Sandacze | Opowiadania | Wideodomofon Kolor