Rozdział LXVI
W tym samym czasie, co do minuty, kapłan czuwający na pylonie świątyni Ptah w Memfisie zawiadomił obradujących w sali arcykapłanów i nomarchów, że - pałac faraona daje jakieś znaki.
Zdaje się, że jego świątobliwość będzie nas prosił o zgodę - rzekł śmiejąc się jeden z nomarchów.
- Wątpię!... - odparł Mefres.
Herhor wyszedł na pylon: do niego bowiem sygnalizowano z pałacu. Wkrótce wrócił i rzekł do zebranych:
- Nasz młody kapłan sprawił się bardzo dobrze...
W tej chwili jedzie Tutmozis z kilkudziesięcioma ochotnikami, ażeby nas uwięzić albo zabić.
- I ty jeszcze będziesz śmiał bronić Ramzesa?... - krzyknął Mefres.
- Bronić go muszę i będę, gdyż uroczyście zaprzysięgłem to królowej... Gdyby zaś nie czcigodna córka świętego Amenhotepa, nasze położenie nie byłoby takim, jak jest.
- No, ale ja nie przysięgałem!... - odparł Mefres i opuścił salę zebrań.
- Co on chce zrobić? - spytał jeden z nomarchów.
- Zdziecinniały starzec!... - odparł Herhor wzruszając ramionami.
Przed szóstą wieczorem oddział gwardii nie zatrzymywany przez nikogo zbliżył się do świątyni Ptah, a dowódca zapukał w bramę, którą natychmiast otworzono. Był to Tutmozis ze swoimi ochotnikami.