Rozdział LV
Około dziesiątej wieczór stanął przed panem Hiram odziany w ciemną szatę memfijskiego przekupnia.
- Czegóż się tak skradasz wasza dostojność?... - zapytał go niemile dotknięty faraon.- Czyliż mój pałac jest więzieniem albo domem trędowatych?..
- Ach, władco nasz! - westchnął stary Fenicjanin. - Od chwili gdy zostałeś panem Egiptu, zbrodniarzami są ci, którzy ośmielają się widywać ciebie i nie zdawać sprawy z tego, o czym raczysz mówić...
- Przed kimże to musicie powtarzać moje słowa?... - spytał pan.
Hiram podniósł oczy i ręce do góry.
- Wasza świątobliwość znasz swoich wrogów!... - odparł.
- Mniejsza o nich - rzekł faraon. - Wasza dostojność wiesz, po co cię wezwałem? Chcę pożyczyć kilka tysięcy talentów...
Hiram syknął i tak zachwiał się na nogach, że pan pozwolił mu usiąść w swojej obecności, co było najwyższym zaszczytem.
Rozsiadłszy się wygodnie i odpocząwszy Hiram rzekł:
- Po co wasza świątobliwość ma pożyczać, kiedy może mieć duże skarby...
- Wiem, gdy zdobędę Niniwę - przerwał faraon. - To dalekie czasy, a pieniądze potrzebne mi są dziś...
- Ja nie mówię o wojnie - odparł Hiram. - Ja mówię o takiej sprawie, która natychmiast przyniesie skarbowi duże sumy i - stały roczny dochód...