- Aha... aha!... - powtarzał następca. - Zatem czcigodnemu Mefresowi i najwyższej radzie potrzebny jest człowiek tak bardzo podobny do mnie?... Aha!... Memu dziecku i Sarze mają sprawić piękny pogrzeb... balsamują ich zwłoki... Ale mordercę ukrywają w bezpiecznym miejscu... Aha!...
I święty Mentezufis jest wielkim mędrcem. Opowiedział mi dziś wszystkie tajemnice zagrobowego życia, wytłumaczył mi cały pogrzebowy rytuał, jakbym ja sam był kapłanem co najmniej trzeciego stopnia... Ale o schwytaniu Lykona i o ukryciu tego zabójcy przez Mefresa ani wspomniał!... Widocznie święci ojcowie troskliwsi są o drobne sekreta następcy tronu aniżeli o wielkie tajemnice przyszłego życia... Aha!
- Zdaje się, panie, że dziwić cię to nie powinno - wtrącił Tutmozis. - Wiesz, że kapłani już podejrzewają cię o niechęć i mają się na ostrożności... Tym więcej...
- Co tym więcej?...
- Że jego świątobliwość jest bardzo chory. Bardzo...
- Aha!... ojciec mój chory, a ja tymczasem na czele wojska muszę pilnować pustyni, ażeby z niej piaski nie uciekły... Dobrze, żeś mi to przypomniał!... Tak, jego świątobliwość musi być ciężko chory, gdyż kapłani są bardzo czuli dla mnie... Wszystko mi pokazują i o wszystkim mówią wyjąwszy tego, że Mefres ukrył Lykona.
- Tutmozis - rzekł nagle książę - czy i dziś sądzisz, że mogę rachować na wojsko?...
- Na śmierć pójdziemy, tylko rozkaż...
- I za szlachtę ręczysz?...
- Jak za wojsko.
- Dobrze - odparł następca. - Możemy teraz oddać ostatnią usługę Patroklesowi.


WQBYZJM WQPPKYM WQPVYQM WJZJJJM WJJVJQM