Rozdział XXXII


Na drugi dzień książę wstał późno, sam wykąpał się i ubrał, i kazał przyjść do siebie Tutmozisowi.
Wystrojony, namaszczony wonnościami elegant ukazał się natychmiast, pilnie przypatrując się księciu, aby poznać, w jakim jest humorze, i odpowiednio do tego ułożyć swoją fizjognomię.
Ale na twarzy Ramzesa malowało się tylko znużenie.
- Cóż - spytał Tutmozisa ziewając - czy jesteś pewny, że urodził mi się syn?
- Mam tę wiadomość od świętego Mefresa.
- Oho!... Od jakże to dawna prorocy zajmują się moim domem?
- Od czasu kiedy wasza dostojność okazujesz im swoją łaskę.
- Tak?... - spytał książę i zamyślił się. Przypomniał sobie wczorajszą scenę w świątyni Astoreth i porównywał ją z podobnymi zjawiskami w świątyni Hator. �Wołano na mnie - mówił do siebie - i tu, i tam. Ale tam moja cela była bardzo ciasna i grube mury, tu zaś wołający, a właściwie Kama mogła schować się za kolumnę i szeptać... Wreszcie tu było strasznie ciemno, a w mojej celi widno..." Nagle rzekł do Tutmozisa:
- Kiedyż się to stało?
- Kiedy urodził się dostojny syn twój?... Podobno już z dziesięć dni temu... Matka i dziecko zdrowe, doskonale wyglądają... Przy urodzeniu był sam Menes, lekarz twojej czcigodnej matki i dostojnego Herhora...
- No, no... - odparł książę i znowu myślał:
�Dotykano mnie tu i tam jednakowo zręcznie... Czy była jaka różnica?... Zdaje się, że była, może dlatego, że tu byłem, a tam nie byłem przygotowany na zobaczenie cudu... Ale tu pokazano mi drugiego m n i e, czego tam nie potrafili zrobić... Bardzo mądrzy są kapłani!... Ciekawym, kto mnie tak dobrze udawał, bożek czy człowiek?... O, bardzo mądrzy są kapłani i nawet nie wiem, którym z nich lepiej wierzyć: naszym czy fenickim?..."
- Słuchaj, Tutmozis - rzekł głośno - słuchaj, Tutmozis... Trzeba, ażeby tu przyjechali... Muszę przecie zobaczyć mego syna... Nareszcie już nikt nie będzie miał prawa uważać się za lepszego ode mnie...

WQGVXQM WQYKPGM WQYPZJM WQVXKQM WQVPBPM   Kulturystyka Sklep | S³upsk | klimatyzacja | Torby Papierowe | Kredyt Mieszkaniowy