Rozdział XXV


Nazajutrz, zanim słońce rozlało złote blaski na niebie, stanął już nowy wał ochronny w polskim obozie. Dawne wały były zbyt obszerne, trudno się było w nich bronić i przychodzić wzajem z pomocą, więc książę z panem Przyjemskim postanowili zamknąć wojska do ciaśniejszych okopów. Pracowano nad tym gwałtownie całą noc - a husaria na równi ze wszystkimi pułkami i czeladzią. Dopiero po trzeciej w nocy sen zamknął oczy utrudzonemu rycerstwu, ale też spali wszyscy, oprócz straży, kamiennym snem, bo i nieprzyjaciel pracował także w nocy, a następnie nie poruszał się długo po wczorajszej klęsce. Spodziewano się nawet, że szturm dnia tego wcale nie nastąpi.
Skrzetuski, pan Longinus i Zagłoba siedząc w namiocie spożywali polewkę piwną, gęsto okraszoną kostkami sera - i rozmawiali o trudach minionej nocy z tym zadowoleniem, z jakim żołnierze rozmawiają o świeżym zwycięstwie.
- Mój obyczaj jest kłaść się o wieczornym udoju, a wstawać o rannym, jako czynili starożytni - mówił pan Zagłoba - ale na wojnie trudno! Śpisz, kiedy możesz, wstajesz, kiedy cię budzą. To mnie jeno gniewa, że dla takiego tałałajstwa musimy się inkomodować. Ale trudno! takie czasy! Zapłaciliśmy im też za to wczoraj. Żeby tak jeszcze z parę razy podobny poczęstunek dostali, odechciałoby się im nas budzić.
- Nie wiesz waćpan, czy siła naszych poległo? - pytał Podbipięta.
- I! niewielu; jak to zawsze bywa, że oblegających zawsze więcej ginie niż olężonych. Waćpan się na tym nie znasz tak jak ja, boś tyle wojny nie zażywał, ale my, starzy praktycy, nie potrzebujemy trupa liczyć, bo z samej bitwy umiemy wymiarkować.
- Przyuczę się i ja przy waćpanach - rzekł ze słodyczą pan Longinus.
- Pewnie, że tak, jeżeli tylko dowcip waćpanu dopisze, czego się nie bardzo spodziewam.
- Dajże waćpan spokój - ozwał się Skrzetuski. - Przecie nie pierwsza to wojna dla pana Podpięty, a daj Boże najlepszym rycerzom tak stawać, jak on wczoraj.
- Robiło się, co mogło - odrzekł Litwin - nie tyle, ile by się chciało.
- Owszem! owszem! wcale nieźle waćpan stawałeś - mówił protekcjonalnie Zagłoba - a że cię inni przewyższyli (tu począł wąs podkręcać do góry), to nie twoja wina.
Litwin słuchał ze spuszczonymi oczyma i westchnął marząc o przodku Stowejce i o trzech głowach.
W tej chwili skrzydło namiotu uchyliło się i wszedł raźno pan Michał, wesoły jak szczygieł w pogodny ranek.
- No! tośmy w kupie! - zawołał pan Zagłoba. - Dajcieże mu piwa!

WQPVZXM WQBGPYM WQBYGBM WJQXKPM WJJZZQM   Prace Magisterskie | Cytaty | Imprezy Integracyjne | 24bus.pl - Rozk³ad Jazdy Busów | Qlweb