ROZDZIAŁ XIV


W pracowni znajduję najniespodzianiej państwa Susłowskich i Kazię.
Chcieli mi zrobić niespodziankę...
Po co ten Światecki powiedział im, że zapewne wkrótce wrócę?
Kazia ani Susłowscy nie poznali mnie... Dowód, jak byłem przebrany! Zbliżam się do Kazi i biorę ją za rękę: ona cofa się cokolwiek przestraszona.
-Kaziu, nie poznajesz mnie? - pytam.
I śmiech mnie porywa na widok jej zdumienia.
-Przecie to Władek! - mówi Światecki.
Kazia przypatruje mi się dokładniej, na koniec poczyna się śmiać wołając:
-Fe! co za brzydki dziad!
Ja jestem brzydki dziad! Ciekawym, gdzie widziała ładniejszego! Ale dla biednej Kazi, wychowanej w zasadach estetycznych papy Susłowskiego, zapewne każdy dziad jest brzydki.
Chronię się do naszej kuchenki i po kilkunastu minutach ukazuję się znów w swej naturalnej postaci.
Kazia i rodzice poczynają wypytywać, co znaczyła ta maskarada.
-Co znaczyła ta maskarada?... bardzo prosta rzecz... Oto, widzicie państwo, my malarze oddajemy sobie czasem koleżeńskie usługi i pozujemy jeden drugiemu do obrazów. Oto np. Światecki pozował mi na starego Żyda. Nie poznałaś go, Kaziu, w obrazie? Ja teraz pozuję Cepkowskiemu. Taki między malarzami zwyczaj, zwłaszcza że w Warszawie brak modeli.
-Przyszliśmy ci zrobić niespodziankę - mówi Kazia - przy tym jak żyję nie byłam w pracowni. Ach, co za nieporządek! Czy to tak u wszystkich malarzy?

WJZVYJM WJXYYYM WJXPZBM WJVKZPM WJGXBQM   Tuning Forum | Kabarety | Roliny Energetyczne | Najtasze Najlepsze Plakaty.pl | Fotografia lubna Warszawa