Pan Skrzetuski klasnął palcami.
- Mości Podbipięto, nie masz wasze inkaustu i piór?
Litwin rozłożył ręce i wzniósł oczy do góry.
- Tfy, do licha! - rzecze porucznik - otom jest w kłopocie!
Tymczasem Tatar usiadł w kuczki przed ogniem.
- Po co pisać - rzekł grzebiąc w węglach. - Panna spać poszła. A co masz wasza miłość jej napisać, to jutro powiedzieć można.
- Kiedy tak, to co innego. Wiernyś, jak widzę, sługa kniaziówny. Naściże trzeciego talera. Dawno służysz?
- Ho, ho! czterdzieści lat temu, jako mnie kniaź Wasyl w jasyr wziął - i od tej pory służyłem mu wiernie, a gdy onej nocy odjeżdżał na przepadłe imię, to dziecko Konstantynu zostawił, a do mnie rzekł: " Czechły! i ty nie odstąpisz dziewczyny, i będziesz jej strzegł jak oka w głowie." Łacha ił Ałła!
- Tak też i czynisz?
- Tak też i czynię, i patrzę.
- Mów, co widzisz: Jak tu kniaziównie?
- Żle tu myślą o niej, bo ją chcą dać Bohunowi, który jest pies potępiony.
- O! nie będzie z tego nic! znajdzie się komu za nią ująć!
- Tak! - rzekł stary potrząsając palące się głownie. - Oni ją chcą dać Bohunowi, by ją wziął i poniósł jako wilk jagnię, a ich w Rozłogach zostawił - bo Rozłogi jej, nie ich, po kniaziu Wasylu. On też Bohun to uczynić gotów, bo po komyszach więcej ma złota i srebra niżeli piasku w Rozłogach, ale ona ma go w nienawiści od pory, jak przy niej człowieka czekanem rozszczepił. Krew padła między nich i nienawiść wyrosła. Bóg jest jeden!
Namiestnik tej nocy usnąć nie mógł. Chodził po izbie, patrzył w księżyc i w myśli różne ważył postanowienia. Zrozumiał teraz grę Bułyhów. Gdyby kniaziównę szlachcic jakiś okoliczny pojął, to by się upomniał o Rozłogi i miałby słuszność, bo się jej należały; a może zażądałby jeszcze rachunków z opieki. Dla tej to przyczyny i tak już skozaczeni Bułyhowie postanowili dać dziewczynę Kozakowi. O czym myśląc pan Skrzetuski pięście ściskał i miecza szukał wedle siebie. Postanowił więc rozbić te machinacje i czuł się na siłach to uczynić. Przecie opieka nad Heleną należała i do księcia Jeremiego, raz, że Rozłogi były puszczone od Wiśniowieckich staremu Wasylowi, po wtóre, że sam Wasyl z Baru pisał list do księcia prosząc o opiekę. Tylko nawał spraw publicznych, wojny i wielkie przedsięwzięcia mogły sprawić, że wojewoda dotąd w opiekę nie wejrzał. Ale dość będzie słowem mu przypomnieć, a sprawiedliwość uczyni.